league of legends

League of Legends Worlds 2017 – zawodnicy Samsung Galaxy mistrzami świata

Finał Mistrzostw Świata był emocjonujący, ale także i zaskakujący. W jednostronnym pojedynku, Samsung Galaxy pokonało SK Telecom T1.

I o ile sam fakt zwycięstwa SSG nie dziwi raczej nikogo, to przegrana SKT wynikiem 0:3 jest porażająca dla każdego fana Fakera i spółki.

Samsung Galaxy – jak stworzyć zespół

Od samego początku tych mistrzostw, marksman SSG – Park Ruler Jae-hyuk prezentował świetną formę. Nie oznacza to jednak, że wygrana z faworyzowanym SKT to tylko jego zasługa. Dużą rolę odegrał tutaj cały team Samsunga, który nie był tworzony przypadkowo. Po pierwsze, większość graczy z pamiętnego finału w 2016 roku, zdecydowało się zostać w zespole. Zmiany, które dokonano w podstawowym składzie, były więc kosmetyczne. Po drugie, ekipę trenerów uzupełnił były toplaner Jin Air Green Wings – Yeo TrAce Chang-dong. Tym o to sposobem utworzona została ekipa, która była w stanie zrewanżować się za poprzednią przegraną na Worldsach.

SKT – były mistrz jest nagi

I to jeszcze jak zrewanżować! Wszyscy mieli nadzieję na bardzo wyrównane spotkanie, które zakończy się wynikiem 3:2 dla któregoś z zespołów. Niestety dla widowiska, Ruler i spółka zdecydowali się zamknąć tylko w trzech grach.

Czy fani SK Telecom T1 mają się czym martwić? Raczej tak. Zespół nie dość, że nie pokazał nic nowego lub nadzwyczajnego podczas trwania całego turnieju finałowego, to dodatkowo zawodziły jego pojedyncze ogniwa. Bang, Huni, Faker, czy nawet Peanut (w drugiej grze) zatrzymywali się na kupnie max 3 control wardów na grę. Oznacza to, że SSG – przy aprobacie zawodników SKT, zdominowało wizję na wszystkich trzech mapach. Na tym poziomie rozgrywek jest to dość zaskakujące.

Zmiany w mecie na niekorzyść Fakera

Niewątpliwie zmiany wprowadzone do mety w tym sezonie, miały dość duży wpływ na grę SKT. Jeszcze do niedawna każdy zespół mógł grać na midlanera, który po dofarmieniu kasy na odpowiednie core itemy, był w stanie carrować grę. Obecnie coś takiego jest prawie niemożliwe. Po 30 minucie zaczyna się powolny snowball marksmanów, których obrażenia wzrastają znacząco, dzięki buffom i kupionym przedmiotom. SK Telecom T1 we wszystkich dzisiejszych grach starało się grać na Fakera, który nie był w stanie przechylić szali zwycięstwa na swoją stronę.

Moim zdaniem, styl prezentowany przez SKT miał negatywny wpływ na pozostałych zawodników teamu. Peanut, który trafił do SKT z ROX Tigers, był przecież uznawany za jednego z lepszych junglerów na świecie. W finałowym spotkaniu praktycznie nie istniał, a w trzeciej grze zastąpił go Blank. Bang musiał ustępować pola Fakerowi, na którego grała cała drużyna. Huni, który po przejściu z Immortals do SKT zyskał na jakości, nagle zaczął wracać do starych, niedobrych nawyków. To wszystko przełożyło się na wynik, który raczej nikogo nie satysfakcjonuje.

Wydaje mi się, że tego typu porażka jest sygnałem dla SKT, że czas na poważne zmiany w podejściu do składania zespołu. O ile Faker może nadal stanowić o sile tej drużyny, to należy przestać go niańczyć w każdej grze. Team musi być elastyczny, a nie tylko dopasowany pod jednego zawodnika.

Korea i Chiny zdominowały turniej – dramat sceny NA

Największym wygranym finałów i tak pozostaje Korea. Mimo dość druzgocącej porażki, SKT dostało się do finałów w pełni zasłużenie. O SSG ciężko powiedzieć coś złego. Na drugim miejscu uplasowały się Chiny. Team WE czy też Royal Never Give Up pokazały, że LPL nadal jest jedną z najlepszych lig na świecie.

Najgorzej w całym zestawieniu wypadł region NA i tutaj wypadałoby się pochylić nad problem, który jest zauważalny już od jakiegoś czasu. Zawodnicy grający w Ameryce mają w teorii wszystko, żeby stać się najlepszymi w jakiejkolwiek grze. Niestety, gdy w grę wchodzą pieniądze, chęć zwycięstwa jest często zastępowana przez chęć zysku. I nie, nie chodzi mi tutaj o samych zawodników, tylko o drużyny, menedżerów i trenerów. Od dawna funkcjonuje import lepszych graczy z Europy, Korei i innych regionów. Marketingowo jest to super, bo coraz więcej znanych twarzy występuje na scenie amerykańskiej. W efekcie jednak, na niektórych pozycjach – np. na jungli, brakuje zawodników rodem z USA lub Kanady. Nie mogą oni trenować i rozwijać się w LCS NA, więc automatycznie ich poziom nie wzrasta. Z drugiej strony, importowani gracze jadą do NA żeby zarobić, a nie żeby wypruwać sobie flaki – więc bardzo często nie grają tak jak powinni. Trzecim problemem jest opieranie swojego zespołu o gwiazdy. Takie TSM kolejny sezon tworzy team wokół Bjergsena i kolejny raz nic z tego nie wychodzi.

Wprowadzana franczyza jeszcze tylko pogorszy ten stan. Jakoś wątpię w to, że Cavs lub Rockets nie spróbują ściągnąć do siebie jakiegoś znanego gracza z Azji lub Europy.

 

About Nisu

Człowiek orkiestra, który jest przeciętnym: grafikiem, redaktorem, menadżerem, webmasterem. Właściciel Syclik.pl i autor bloga Ingaming.